
Hellblazer. Mike Carey. Tom 2
Cena produktu
Cena okładkowa – rynkowa cena produktu, często jest drukowana przez wydawcę na książce.
Najniższa cena z 30 dni – najniższa cena sprzedaży produktu w księgarni z ostatnich 30 dni, obowiązująca przed zmianą ceny.
Wszystkie ceny, łącznie z ceną sprzedaży, zawierają podatek VAT.
Koszty dostawy
Odbiór w punkcie
Dostawa na adres
Czas oczekiwania na zamówienia = realizacja + dostawa przez przewoźnika
Zobacz więcejSzczegóły produktu
Więcej informacji
| EAN | 9788328161436 |
|---|---|
| SKU | 101071013 |
| Liczba stron | 440 |
| Data wydania | 14 kwi 2023 |
| multiformat | oprawa twarda |
| Seria/Cykl | HELLBLAZER |
| Wymiary | 17.0x26.0cm |
| Język | polski |
| Oprawa | twarda |
| Wydawca | Egmont |
| Ilustrator | Steve Dillon, Marcelo Frusin, Leonardo Manco, Chris Brunner |
| Scenarzysta | Mike Carey |
| Tłumacz | Jacek Żuławnik |
| Podmiot odpowiedzialny | Story House Egmont Inflancka D lok. 4C 01-198 Warszawa PL ksk@egmont.pl 48228384100 |
| Producent odpowiedzialny | Story House Egmont Inflancka D lok. 4C 01-198 Warszawa PL ksk@egmont.pl 48228384100 |
- Data wydania
- 14 kwi 2023
- Seria/Cykl
- HELLBLAZER
- Oprawa
- twarda
- Scenarzysta
- Mike Carey
- Ilustrator
- Steve Dillon, Marcelo Frusin, Leonardo Manco, Chris Brunner
- Tłumacz
- Jacek Żuławnik
Hellblazer. Mike Carey. Tom 2
Recenzje (2)
Ten produkt nie ma jeszcze żadnych recenzji
Możesz być pierwszą osobą, która podzieli się swoją opinią i pomoże innym w dokonaniu wyboru!
„Hellblazer”. No uwielbiam tą serię, jak mało którą od DC. I jak mało którego ich bohatera, uwielbiam Johna Constantine’a, jej bohatera. W ogóle to jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy komiksowy… no herosem nazwać się go nie da, ale to tym lepiej. Ludzki to typ, pełen słabości, wkurzający, ale ujmujący. A jego przygody to zawsze znakomity miks horroru, fantastyki, thrillera i społecznie zaangażowanych treści. Świetna rzecz dla dojrzałych i ambitnych, stawiających na klimat, siłę i przesłanie. I może run Mike’a Carreya tak doskonały, jak poprzedników nie jest, nadal robi spore wrażenie.
John Constantine walczył ze złem nie raz i nie dwa. Czasem udawało mu się zatrzymać piekielne bestie z dala od naszej płaszczyzny, czasem musiał się ich stąd pozbywać. Teraz zaświaty zostają otwarte, a Pies Cienia zjawia się na ziemi, powodując istne pandemonium. Więc trzeba się będzie nim zająć, ale czy to zagrożenie nie przerośnie Johna?
Komiks amerykański to medium tak rozlazłe, że ilości bohaterów, jakich w jego ramach stworzono, chyba już nikt nie zliczy. Ale takich prawdziwych, krwistych, żywych kreacji? Albo chociaż mających w sobie coś wyjątkowego? Trochę mógłbym tego wymienić, ale najczęściej wszystko działo się gdzieś nas obrzeżach głównego nurtu albo w mniejszych wydawnictwach. Sedno? Dla mnie jest takie, że mimo tylu kreacji, taki John Constantine to (anty)bohater, któremu trudno dorównać. No już sama jego kreacja to majstersztyk – swoisty egzorcysta i mag w płaszczu, z papierosem w ustach, cynik i cham, który pozuje na twardziela, ale boi się dużo i często, że zdarzało mu się kończyć i w psychiatryku. A chociaż dla ratowania bliskich gotów jest rzucić się w paszcze bestii z piekła, równie często jest gotów wepchnąć tych bliskich między zębiska stworów, byle ratować własny tyłek.
Taki bohater to szansa dla twórców do nie lada popisów. I zazwyczaj świetnie oni to wykorzystują. Carey też, może w jego runie brak historii tak zapamiętywanych, jak u poprzedników – no nie znajdziecie tu takich ikon, jak walka Johna z rakiem płuc, dzieci zabijające dzieci czy pobyt za kratkami – ale jednocześnie opowieść od początku trzyma jeden zbliżony poziom. Widać, że autor wie co chce pisać i jak to robić. Nieźle czuje postać, więcej u niego akcji, niż takich rozkmin społecznych i moralnych, jego opowieść ma klimat i nawet jeśli jest bardziej typowa niż u Ennisa czy Delano, ale nie zawodzi.
Więc warto. Także dla rysunków, bo fajnie brudne są w tym tomie, nastrojowe i pasujące dobrze do tego, co skalda się na tę serię. Najlepiej wypada tu Dillon, który już nie raz w „Hellblazerze” gościł, ale reszta też daje radę. A jeszcze mamy fajne wydanie i… No „Hellblazer” to klasa sama w sobie, seria dla dojrzałych, do pisania której – przynajmniej jeśli mowa o tej głównej, bo tworzenie historii dla nastolatków czy odszczepów pokroju uzupełniania uniwersum „Sandmana” nie wspominam – angażowano zawsze twórców na poziomie, więc sięgać warto zawsze.
„Hellblazer”. No uwielbiam tą serię, jak mało którą od DC. I jak mało którego ich bohatera, uwielbiam Johna Constantine’a, jej bohatera. W ogóle to jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy komiksowy… no herosem nazwać się go nie da, ale to tym lepiej. Ludzki to typ, pełen słabości, wkurzający, ale ujmujący. A jego przygody to zawsze znakomity miks horroru, fantastyki, thrillera i społecznie zaangażowanych treści. Świetna rzecz dla dojrzałych i ambitnych, stawiających na klimat, siłę i przesłanie. I może run Mike’a Carreya tak doskonały, jak poprzedników nie jest, nadal robi spore wrażenie.
John Constantine walczył ze złem nie raz i nie dwa. Czasem udawało mu się zatrzymać piekielne bestie z dala od naszej płaszczyzny, czasem musiał się ich stąd pozbywać. Teraz zaświaty zostają otwarte, a Pies Cienia zjawia się na ziemi, powodując istne pandemonium. Więc trzeba się będzie nim zająć, ale czy to zagrożenie nie przerośnie Johna?
Komiks amerykański to medium tak rozlazłe, że ilości bohaterów, jakich w jego ramach stworzono, chyba już nikt nie zliczy. Ale takich prawdziwych, krwistych, żywych kreacji? Albo chociaż mających w sobie coś wyjątkowego? Trochę mógłbym tego wymienić, ale najczęściej wszystko działo się gdzieś nas obrzeżach głównego nurtu albo w mniejszych wydawnictwach. Sedno? Dla mnie jest takie, że mimo tylu kreacji, taki John Constantine to (anty)bohater, któremu trudno dorównać. No już sama jego kreacja to majstersztyk – swoisty egzorcysta i mag w płaszczu, z papierosem w ustach, cynik i cham, który pozuje na twardziela, ale boi się dużo i często, że zdarzało mu się kończyć i w psychiatryku. A chociaż dla ratowania bliskich gotów jest rzucić się w paszcze bestii z piekła, równie często jest gotów wepchnąć tych bliskich między zębiska stworów, byle ratować własny tyłek.
Taki bohater to szansa dla twórców do nie lada popisów. I zazwyczaj świetnie oni to wykorzystują. Carey też, może w jego runie brak historii tak zapamiętywanych, jak u poprzedników – no nie znajdziecie tu takich ikon, jak walka Johna z rakiem płuc, dzieci zabijające dzieci czy pobyt za kratkami – ale jednocześnie opowieść od początku trzyma jeden zbliżony poziom. Widać, że autor wie co chce pisać i jak to robić. Nieźle czuje postać, więcej u niego akcji, niż takich rozkmin społecznych i moralnych, jego opowieść ma klimat i nawet jeśli jest bardziej typowa niż u Ennisa czy Delano, ale nie zawodzi.
Więc warto. Także dla rysunków, bo fajnie brudne są w tym tomie, nastrojowe i pasujące dobrze do tego, co skalda się na tę serię. Najlepiej wypada tu Dillon, który już nie raz w „Hellblazerze” gościł, ale reszta też daje radę. A jeszcze mamy fajne wydanie i… No „Hellblazer” to klasa sama w sobie, seria dla dojrzałych, do pisania której – przynajmniej jeśli mowa o tej głównej, bo tworzenie historii dla nastolatków czy odszczepów pokroju uzupełniania uniwersum „Sandmana” nie wspominam – angażowano zawsze twórców na poziomie, więc sięgać warto zawsze.

Hellblazer. Mike Carey. Tom 2
Cena produktu
Cena okładkowa – rynkowa cena produktu, często jest drukowana przez wydawcę na książce.
Najniższa cena z 30 dni – najniższa cena sprzedaży produktu w księgarni z ostatnich 30 dni, obowiązująca przed zmianą ceny.
Wszystkie ceny, łącznie z ceną sprzedaży, zawierają podatek VAT.