
Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong
Cena produktu
Cena okładkowa – rynkowa cena produktu, często jest drukowana przez wydawcę na książce.
Najniższa cena z 30 dni – najniższa cena sprzedaży produktu w księgarni z ostatnich 30 dni, obowiązująca przed zmianą ceny.
Wszystkie ceny, łącznie z ceną sprzedaży, zawierają podatek VAT.
Koszty dostawy
Odbiór w punkcie
Dostawa na adres
Czas oczekiwania na zamówienia = realizacja + dostawa przez przewoźnika
Zobacz więcejSzczegóły produktu
- Data wydania
- 16 lip 2025
- Seria/Cykl
- LIGA SPRAWIEDLIWOŚCI
- Oprawa
- twarda
- Scenarzysta
- Brian Buccellato
- Ilustrator
- Christian Duce
- Tłumacz
- Marek Starosta
Więcej informacji
| EAN | 9788328173019 |
|---|---|
| SKU | 101281277 |
| Liczba stron | 264 |
| Data wydania | 16 lip 2025 |
| Multiformat | oprawa twarda |
| Seria/Cykl | LIGA SPRAWIEDLIWOŚCI |
| Wymiary | 17.0x26.0cm |
| Oprawa | twarda |
| Wydawca | Egmont |
| Ilustrator | Christian Duce |
| Tłumacz | Marek Starosta |
| Producent odpowiedzialny | Story House Egmont sp. z o.o. Inflancka 4C 01-189 Warszawa PL poczta@egmont.pl +48 22 838 41 00 |
Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong
Recenzje (3)
Ten produkt nie ma jeszcze żadnych recenzji
Możesz być pierwszą osobą, która podzieli się swoją opinią i pomoże innym w dokonaniu wyboru!
Na papierze ten crossover powinien być spełnieniem marzeń dla fanów obu marek. Niestety, Brian Buccellato prowadzi historię w sposób dość schematyczny, jakby odhaczając kolejne punkty z listy: „walka bohatera z potworem”, „wejście złoczyńcy”, „nagły zwrot akcji”. Problem polega na tym, że choć akcji jest sporo, to brak jej emocjonalnego ciężaru. Ttrudno przejmować się starciami, jeśli postacie wypadają płasko. Dialogi bywają sztuczne, momentami zbyt opisowe lub wymuszenie humorystyczne. W dodatku autor wprowadza ogromną liczbę postaci pobocznych, które nic nie wnoszą, zarówno po stronie bohaterów, jak i złoczyńców. Legion Zagłady jest w tej historii niemal zbędny, a Zielone Latarnie pełnią rolę kolorowego tła. Nawet ciekawe pomysły, giną w morzu przeciętnych scen. W efekcie czytelnik dostaje historię, która bawi chwilami, ale równie często nuży.
Największym mankamentem scenariusza jest brak spójnego tempa. Pierwsze pięć zeszytów to długie przygotowania do finału, w których akcja stoi w miejscu, a kolejne starcia wydają się powtórką poprzednich. Supergirl przez większość czasu przeskakuje od walki do walki, aż w końcu zostaje opanowana mentalnie przez Grodda.
Zielone Latarnie, poza wspomnianym mecha-konstruktem, nie mają praktycznie żadnego wpływu na wydarzenia. Nawet Lex Luthor, choć teoretycznie główny antagonista, znika z fabuły w momencie, gdy pilotuje MechaGodzillę, przez co jego rola traci sens. Do tego dochodzą dziwne wtręty w postaci Ligi Zabójców i Ra’s al Ghula, które niczego nie wnoszą, a jedynie zaburzają narrację.
Jeśli jednak jest element, który ratuje ten album, to zdecydowanie jest nim oprawa graficzna. Christian Duce prezentuje kaiju z odpowiednią skalą i monumentalnością. Godzilla wygląda groźnie i masywnie, Kong ma w sobie zarówno dzikość, jak i pewną godność, a pomniejsze potwory zachowują unikalne sylwetki. Sceny walk są czytelne, a dynamika starć oddana w sposób, który potrafi zachwycić. Kolorysta Luis Guerrero dodaje całości filmowego blasku, szczególnie w scenach nocnych bitew. Wprawdzie momentami widać ograniczenia licencyjne (Godzilla bywa przerysowana niemal kalką z materiałów promocyjnych), ale ogólne wrażenie jest więcej niż pozytywne....
Co tu dużo mówić, ten komiks nie ma być oryginalny, nie ma być ambitny. Ma być widowiskowy i pełen akcji. I jest. i to takiej konkretnej, bo rozpisanej na blisko 250 stron. Dużo akcji, pokazu wizualnych możliwości, nawiązań i puszczania oka do fana, w połączeniu z klimatem daje nam to, czego chcemy. Może i zero w tym inwencji czy oryginalności, a efektywność zamieniono na efekciarstwo, ale nie oszukujmy się, poza pierwszą „Godzillą” i „Shin-Godzillą” w serii nie działo się nic poza widowiskiem a i to dość specyficznym, podobnie w „King Kongu”, który poza klimatami oryginału z lat 30., nie oferował niczego szczególnego. A ten komiks wrzuca trochę fajnej, lekkiej rozrywki do gara, gdzie kiszą się już bohaterowie filmowych hitów i pichci z tego całkiem zjadliwe coś.
Grafika? Rysunki są tu dość realistyczne i przede wszystkim odpowiednio mroczne i dopracowane. Co prawda tego mroku czasem przydałoby się więcej, bo Godzilla i Kong najlepsi są wtedy, kiedy najbliżej im do survival horroru, ale i tak ogląda się to wszystko z przyjemnością, co po części jest również zasługą znakomitego koloru. A całość, nawet w prostszych momentach, jest nastrojowa i przyjemna dla oka. I chociaż wyładowana jest nawiązaniami i postaci z DC, to przede wszystkim rzecz dla fanów kaiju i nawet jeśli nie znają uniwersum superbohaterów, jeśli lubią wielkie potwory, śmiało powinni sięgnąć.
Na papierze ten crossover powinien być spełnieniem marzeń dla fanów obu marek. Niestety, Brian Buccellato prowadzi historię w sposób dość schematyczny, jakby odhaczając kolejne punkty z listy: „walka bohatera z potworem”, „wejście złoczyńcy”, „nagły zwrot akcji”. Problem polega na tym, że choć akcji jest sporo, to brak jej emocjonalnego ciężaru. Ttrudno przejmować się starciami, jeśli postacie wypadają płasko. Dialogi bywają sztuczne, momentami zbyt opisowe lub wymuszenie humorystyczne. W dodatku autor wprowadza ogromną liczbę postaci pobocznych, które nic nie wnoszą, zarówno po stronie bohaterów, jak i złoczyńców. Legion Zagłady jest w tej historii niemal zbędny, a Zielone Latarnie pełnią rolę kolorowego tła. Nawet ciekawe pomysły, giną w morzu przeciętnych scen. W efekcie czytelnik dostaje historię, która bawi chwilami, ale równie często nuży.
Największym mankamentem scenariusza jest brak spójnego tempa. Pierwsze pięć zeszytów to długie przygotowania do finału, w których akcja stoi w miejscu, a kolejne starcia wydają się powtórką poprzednich. Supergirl przez większość czasu przeskakuje od walki do walki, aż w końcu zostaje opanowana mentalnie przez Grodda.
Zielone Latarnie, poza wspomnianym mecha-konstruktem, nie mają praktycznie żadnego wpływu na wydarzenia. Nawet Lex Luthor, choć teoretycznie główny antagonista, znika z fabuły w momencie, gdy pilotuje MechaGodzillę, przez co jego rola traci sens. Do tego dochodzą dziwne wtręty w postaci Ligi Zabójców i Ra’s al Ghula, które niczego nie wnoszą, a jedynie zaburzają narrację.
Jeśli jednak jest element, który ratuje ten album, to zdecydowanie jest nim oprawa graficzna. Christian Duce prezentuje kaiju z odpowiednią skalą i monumentalnością. Godzilla wygląda groźnie i masywnie, Kong ma w sobie zarówno dzikość, jak i pewną godność, a pomniejsze potwory zachowują unikalne sylwetki. Sceny walk są czytelne, a dynamika starć oddana w sposób, który potrafi zachwycić. Kolorysta Luis Guerrero dodaje całości filmowego blasku, szczególnie w scenach nocnych bitew. Wprawdzie momentami widać ograniczenia licencyjne (Godzilla bywa przerysowana niemal kalką z materiałów promocyjnych), ale ogólne wrażenie jest więcej niż pozytywne....
Co tu dużo mówić, ten komiks nie ma być oryginalny, nie ma być ambitny. Ma być widowiskowy i pełen akcji. I jest. i to takiej konkretnej, bo rozpisanej na blisko 250 stron. Dużo akcji, pokazu wizualnych możliwości, nawiązań i puszczania oka do fana, w połączeniu z klimatem daje nam to, czego chcemy. Może i zero w tym inwencji czy oryginalności, a efektywność zamieniono na efekciarstwo, ale nie oszukujmy się, poza pierwszą „Godzillą” i „Shin-Godzillą” w serii nie działo się nic poza widowiskiem a i to dość specyficznym, podobnie w „King Kongu”, który poza klimatami oryginału z lat 30., nie oferował niczego szczególnego. A ten komiks wrzuca trochę fajnej, lekkiej rozrywki do gara, gdzie kiszą się już bohaterowie filmowych hitów i pichci z tego całkiem zjadliwe coś.
Grafika? Rysunki są tu dość realistyczne i przede wszystkim odpowiednio mroczne i dopracowane. Co prawda tego mroku czasem przydałoby się więcej, bo Godzilla i Kong najlepsi są wtedy, kiedy najbliżej im do survival horroru, ale i tak ogląda się to wszystko z przyjemnością, co po części jest również zasługą znakomitego koloru. A całość, nawet w prostszych momentach, jest nastrojowa i przyjemna dla oka. I chociaż wyładowana jest nawiązaniami i postaci z DC, to przede wszystkim rzecz dla fanów kaiju i nawet jeśli nie znają uniwersum superbohaterów, jeśli lubią wielkie potwory, śmiało powinni sięgnąć.
Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong
Cena produktu
Cena okładkowa – rynkowa cena produktu, często jest drukowana przez wydawcę na książce.
Najniższa cena z 30 dni – najniższa cena sprzedaży produktu w księgarni z ostatnich 30 dni, obowiązująca przed zmianą ceny.
Wszystkie ceny, łącznie z ceną sprzedaży, zawierają podatek VAT.