
Lucky Luke. Eliksir doktora Doxeya. Tom 7
Chwilowo niedostępny
Koszty dostawy
Odbiór w punkcie
Dostawa na adres
Czas oczekiwania na zamówienia = realizacja + dostawa przez przewoźnika
Zobacz więcejPowiadom o dostępności
Szczegóły produktu
Więcej informacji
| EAN | 9788328157033 |
|---|---|
| SKU | 101076095 |
| Liczba stron | 48 |
| Data wydania | 17 maj 2023 |
| multiformat | oprawa miękka |
| Seria/Cykl | LUCKY LUKE |
| Wymiary | 21.6x28.5cm |
| Język | polski |
| Oprawa | miękka |
| Bohater | Lucky Luke |
| Wydawca | Egmont |
| Ilustrator | Morris |
| Scenarzysta | Morris |
| Tłumacz | Maria Mosiewicz |
| Podmiot odpowiedzialny | Story House Egmont Inflancka D lok. 4C 01-198 Warszawa PL ksk@egmont.pl 48228384100 |
| Producent odpowiedzialny | Story House Egmont Inflancka D lok. 4C 01-198 Warszawa PL ksk@egmont.pl 48228384100 |
- Data wydania
- 17 maj 2023
- Seria/Cykl
- LUCKY LUKE
- Oprawa
- miękka
- Scenarzysta
- Morris
- Ilustrator
- Morris
- Tłumacz
- Maria Mosiewicz
Lucky Luke. Eliksir doktora Doxeya. Tom 7
Recenzje (3)
Ten produkt nie ma jeszcze żadnych recenzji
Możesz być pierwszą osobą, która podzieli się swoją opinią i pomoże innym w dokonaniu wyboru!
Scenariusz jest dosyć liniowy i przewidywalny, ma on jednak kilka ciekawszych dynamiczniejszych momentów. Morris kolejne strony swojego dzieła wypełnia również całą masą gagów. Humor jest dość przyjemny, daleko mu jednak do bardziej wyrafinowanych żartów z późniejszych tomów (które często miały głębsze znaczenie). Największym problemem komiksu jest jednak stosunkowo zbyt mało wyrazisty główny bohater (Lucky Luke). Pierwsze skrzypce odgrywa tutaj Doxey (będący bardzo stereotypowym złym charakterem), często zbyt mocno jak na mój gust spychając dzielnego kowboja na dalszy plan. Sytuacja troszkę poprawia się w drugiej historii, ale nadal nie jest to ten sam rewolwerowiec, którego znamy z późniejszych albumów.....
"Eliksir doktora Doxeya" to nie tylko komiksowa podróż na Dziki Zachód w towarzystwie dzielnego Lucky Luke'a - to także sentymentalna podróż do początków całej serii, albowiem wspomniany komiks to jej numer siedem. Dzieło stworzone przez Morrisa to zaproszenie na kolejną przygodę, w której Samotny Kowboj stawi tym razem czoła pewnemu szarlatanowi.
Talent Lucky Luke'a do znajdywania kłopotów jest tak samo legendarny, co sama postać. Oczywiście nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - w końcu to właśnie dzięki temu talentowi mamy szansę poznać te wspaniałe, komiksowe historie - jednak fakt pozostaje faktem: Luke = kłopoty!
Komiks to siódma z serii opowieści o Lucky Luke’u: kowboju, który przemierza bezdroża Ameryki i zawsze staje po stronie prawa. Dziki Zachód to eldorado dla oszustów i szarlatanów. Spośród nich wyróżnia się doktor Doxey, który sprzedaje podejrzane leki na wszelkie choroby. A jak się czują pacjenci po zażyciu jego medykamentów? O tym najlepiej przekonuje się Lucky Luke, który trafia do miasta pełnego ludzi cierpiących po wypiciu jednego z eliksirów Doxeya. Samotny Kowboj wyrusza śladem fałszywego uzdrowiciela, jednak ten okazuje się sprytnym przeciwnikiem!
Komiksowa seria o Samotnym Kowboju to legenda sama w sobie. Bardzo wielu z nas się na niej wychowało, inni zachwycili się nią nieco później, a jeszcze innych dopiero to czeka. Nic zatem dziwnego, że - z jednej strony - seria ta jest kontynuowana, a z drugiej strony patrząc, nic nie ma dziwnego w tym, że jej kontynuatorzy starają się oddać i serii i postaci swoisty hołd. Nie zmienia to jednak faktu, że komiksy autorstwa pierwszych twórców w osobach Goscinnego i Morrisa to największa przyjemność ze wszystkich!
Humor, gagi, porcja znakomitej rozrywki – to wciąż znaki rozpoznawcze Lucky Luke’a. Szkoda tylko trochę, że tym razem nie uświadczymy Daltonów, ale nie można mieć wszystkiego. Bierzmy to, co jest – a jest kolejny świetny komiks będący wizytówką całej serii.
Komiks jak najbardziej na plus. Ta seria to pewien komiksowy kanon - i niech tak zostanie. "I'm a poor lonesome cowboy and a long long way from home..." - ten podpis pod końcowym obrazkiem z Lukiem oddalającym się ku zachodowi słońca na Jolly Jumperze chyba na zawsze pozostanie w kolejnych reedycjach bez zmian ;) I całe szczęście - Lucky Luke to marka sama w sobie, a jej znaki rozpoznawcze powinny pozostać takimi, jakie wszyscy je znają :)
Seria „Lucky Luke” została stworzona przez dwie legendy frankofońskiego rynku komiksowego: pisarza René Goscinnego (1926–1977) oraz rysownika Morrisa (właśc. Maurice de Bevere, 1923–2001). Obecnie jest kontynuowana przez innych autorów.
Egmont Polska - dziękuję.
#luckylukce #eliksirdoktoradoxeya #morris #egmontpolska #egmont #światkomiksu #cosnapolce #comicbook #komiks #dladzieci #komiksdladzieci #comicbookforkids #dzikizachód #poorlonesomecowboy
https://cosnapolce.blogspot.com/2023/06/lucky-luke-eliksir-doktora-doxeya-morris.html
Scenariusz jest dosyć liniowy i przewidywalny, ma on jednak kilka ciekawszych dynamiczniejszych momentów. Morris kolejne strony swojego dzieła wypełnia również całą masą gagów. Humor jest dość przyjemny, daleko mu jednak do bardziej wyrafinowanych żartów z późniejszych tomów (które często miały głębsze znaczenie). Największym problemem komiksu jest jednak stosunkowo zbyt mało wyrazisty główny bohater (Lucky Luke). Pierwsze skrzypce odgrywa tutaj Doxey (będący bardzo stereotypowym złym charakterem), często zbyt mocno jak na mój gust spychając dzielnego kowboja na dalszy plan. Sytuacja troszkę poprawia się w drugiej historii, ale nadal nie jest to ten sam rewolwerowiec, którego znamy z późniejszych albumów.....
"Eliksir doktora Doxeya" to nie tylko komiksowa podróż na Dziki Zachód w towarzystwie dzielnego Lucky Luke'a - to także sentymentalna podróż do początków całej serii, albowiem wspomniany komiks to jej numer siedem. Dzieło stworzone przez Morrisa to zaproszenie na kolejną przygodę, w której Samotny Kowboj stawi tym razem czoła pewnemu szarlatanowi.
Talent Lucky Luke'a do znajdywania kłopotów jest tak samo legendarny, co sama postać. Oczywiście nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - w końcu to właśnie dzięki temu talentowi mamy szansę poznać te wspaniałe, komiksowe historie - jednak fakt pozostaje faktem: Luke = kłopoty!
Komiks to siódma z serii opowieści o Lucky Luke’u: kowboju, który przemierza bezdroża Ameryki i zawsze staje po stronie prawa. Dziki Zachód to eldorado dla oszustów i szarlatanów. Spośród nich wyróżnia się doktor Doxey, który sprzedaje podejrzane leki na wszelkie choroby. A jak się czują pacjenci po zażyciu jego medykamentów? O tym najlepiej przekonuje się Lucky Luke, który trafia do miasta pełnego ludzi cierpiących po wypiciu jednego z eliksirów Doxeya. Samotny Kowboj wyrusza śladem fałszywego uzdrowiciela, jednak ten okazuje się sprytnym przeciwnikiem!
Komiksowa seria o Samotnym Kowboju to legenda sama w sobie. Bardzo wielu z nas się na niej wychowało, inni zachwycili się nią nieco później, a jeszcze innych dopiero to czeka. Nic zatem dziwnego, że - z jednej strony - seria ta jest kontynuowana, a z drugiej strony patrząc, nic nie ma dziwnego w tym, że jej kontynuatorzy starają się oddać i serii i postaci swoisty hołd. Nie zmienia to jednak faktu, że komiksy autorstwa pierwszych twórców w osobach Goscinnego i Morrisa to największa przyjemność ze wszystkich!
Humor, gagi, porcja znakomitej rozrywki – to wciąż znaki rozpoznawcze Lucky Luke’a. Szkoda tylko trochę, że tym razem nie uświadczymy Daltonów, ale nie można mieć wszystkiego. Bierzmy to, co jest – a jest kolejny świetny komiks będący wizytówką całej serii.
Komiks jak najbardziej na plus. Ta seria to pewien komiksowy kanon - i niech tak zostanie. "I'm a poor lonesome cowboy and a long long way from home..." - ten podpis pod końcowym obrazkiem z Lukiem oddalającym się ku zachodowi słońca na Jolly Jumperze chyba na zawsze pozostanie w kolejnych reedycjach bez zmian ;) I całe szczęście - Lucky Luke to marka sama w sobie, a jej znaki rozpoznawcze powinny pozostać takimi, jakie wszyscy je znają :)
Seria „Lucky Luke” została stworzona przez dwie legendy frankofońskiego rynku komiksowego: pisarza René Goscinnego (1926–1977) oraz rysownika Morrisa (właśc. Maurice de Bevere, 1923–2001). Obecnie jest kontynuowana przez innych autorów.
Egmont Polska - dziękuję.
#luckylukce #eliksirdoktoradoxeya #morris #egmontpolska #egmont #światkomiksu #cosnapolce #comicbook #komiks #dladzieci #komiksdladzieci #comicbookforkids #dzikizachód #poorlonesomecowboy
https://cosnapolce.blogspot.com/2023/06/lucky-luke-eliksir-doktora-doxeya-morris.html
I kolejny „Lucky Luke” pojawił się w sklepach. I znów klasyka. Fajnie, trochę szkoda, że to jednak nie klasyka Goscinnego, a rzecz z początków serii, kiedy zajmował się nią sam Morris, bo jednak Goscinny był niedościgniony w tym, co robił i jak potrafił nam sprzedać to, co już znaliśmy, ale w nowej, fascynującej formie. A Morris? No Morris niezły jest, a jego twórczość bardzo sympatryczna, więc fajnie wchodzi ten tom, chociaż nadal czekam na wznowienia kolejnych albumów autora o swojsko dla nas brzmiącym nazwisku.
Luke o wszelkiej maści oszuści to temat rzeka, można by rzec. Mierzył się z nimi nie raz, ale doktor Doxey jest nieco inny. Handlarz lekami na wszystko, po którego specyfikach więcej ludzi cierpi, wydaje się bardziej niż podejrzany, ale jednocześnie szczwana z niego bestia. Luke rusza jego śladem, ale przebiegły Doxey… No właśnie, czy może przechytrzyć naszego dzielnego kowboja?
Morris dobrym był autorem i temu nie zaprzeczy chyba nikt. Gościnny był wybitny w tym, co robił, Morris po prostu dobry, bardziej klasyczny, bardziej typowy. I to się czuje i widzi. Co nie zmienia faktu, że dobrze czyta się jego prace. Jest tu humor, jest akcja, w porządku, prostsze to to, mniej satyryczne, ale co tu dużo mówić, on Lucky Luke’a wymyślił i stworzył większość najważniejszych motywów serii. A te dopiero po swojemu, choć wiernie pierwowzorowi, rozwijał potem Goscinny.
I to też widać. Ten tom to kolejne typowe dla serii starcie ze sprytnym wrogiem, na którego trzeba znaleźć sposób. Wiadomo, jak się skończy, tu dobro zawsze wygrywa, zło zostaje ukarane, a zanim to wszystko nastąpi, czeka nas sporo dobrej zabawy, więc się bawimy i za każdym razem niegłupio. A co dla mnie ważne – i co powtarzam raz za razem, ale uważam, że powtarzać trzeba – to to, że ta zabawa nie jest wcale infantylna. Patrząc na inne komiksy z tamtych lat widać wyraźnie, że Morris chciał, by jego seria cieszył się każdy, niezależnie od wieku i wiedział, jak to osiągnąć.
I osiągnął też to, że nie trzeba być fanem westernów, by dobrze się bawić w trakcie lektury. Bo humor, przygody, konkretna akcja, nuta satyry, a jednocześnie taki jakiś dziecięcy zachwyt obcym światem, nawet jeśli to tylko Dziki Zachód… I sympatyczna szata graficzna, która ewoluować miała jeszcze do czego, ale już na tym etapie była wyrazista i wpadała w oko.
Niezmiennie zatem polecam, bo to klasyka, którą się ceni i lubi. Fajna rzecz dla całej rodziny. I jednocześnie kawał legendy, którą znać wypada.

Lucky Luke. Eliksir doktora Doxeya. Tom 7




