
Lucky Luke. Karawana. Tom 24
Cena produktu
Cena okładkowa – rynkowa cena produktu, często jest drukowana przez wydawcę na książce.
Najniższa cena z 30 dni – najniższa cena sprzedaży produktu w księgarni z ostatnich 30 dni, obowiązująca przed zmianą ceny.
Wszystkie ceny, łącznie z ceną sprzedaży, zawierają podatek VAT.
Koszty dostawy
Odbiór w punkcie
Dostawa na adres
Czas oczekiwania na zamówienia = realizacja + dostawa przez przewoźnika
Zobacz więcejSzczegóły produktu
- Data wydania
- 9 lis 2022
- Seria/Cykl
- LUCKY LUKE
- Oprawa
- miękka
- Scenarzysta
- Rene Goscinny
- Ilustrator
- Morris
- Autor/Twórca
- Rene Goscinny
- Tłumacz
- Marek Puszczewicz
Więcej informacji
| EAN | 9788328150546 |
|---|---|
| SKU | 101041773 |
| Liczba stron | 48 |
| Data wydania | 9 lis 2022 |
| Multiformat | oprawa miękka |
| Seria/Cykl | LUCKY LUKE |
| Wymiary | 21.6x28.5cm |
| Język | polski |
| Oprawa | miękka |
| Autor/Twórca | Rene Goscinny |
| Bohater | Lucky Luke |
| Wydawca | Egmont |
| Ilustrator | Morris |
| Tłumacz | Marek Puszczewicz |
| Podmiot odpowiedzialny | Story House Egmont Inflancka D lok. 4C 01-198 Warszawa PL ksk@egmont.pl 48228384100 |
| Producent odpowiedzialny | Story House Egmont Inflancka D lok. 4C 01-198 Warszawa PL ksk@egmont.pl 48228384100 |
Lucky Luke. Karawana. Tom 24
Recenzje (3)
Ten produkt nie ma jeszcze żadnych recenzji
Możesz być pierwszą osobą, która podzieli się swoją opinią i pomoże innym w dokonaniu wyboru!
Najmniejszych uwag nie można mieć do zastosowanej tu oprawy graficznej. Rysunki Morrisa są bowiem jak zawsze idealne i perfekcyjnie podsycają one westernowy klimat. Artysta lubi bawić się szczegółami i w poszczególnych kadrach można odkryć naprawdę kilka fajnych wizualnych smaczków.
Kolejny „Lucky Luke” trafił w nasze ręce i dobrze. Bardzo dobrze. Tym bardziej, że to kolejny „Luke”, jaki stworzony został przez duet Goscinny / Morris, a kto robił lepsze komiksy z serii od nich? A no nikt nie robił. A ten jest kolejnym naprawdę znakomitym, zabawnym, pouczającym, niosącym coś ciekawego i fabularnie, i historycznie. I znakomitym także graficznie, ale chyba nikogo, kto czytał części przez ten duet robione nie trzeba o tym przekonywać.
Lucky Luke znów musi pomóc! Tym razem pod jego opiekę trafiają osadnicy przemierzający kraj w poszukiwaniu lepszych warunków gdzieś na zachodzie. Karawana pod jego ochroną składa się z dwudziestu wozów, celem jest Kalifornia, ale nie będzie łatwo. Nie dość, że wozy zamieszkują najróżniejsze indywidua, to jeszcze ktoś sabotuje całą wyprawę. Jakby tego było mało, na horyzoncie już czają się… Indianie!
Temat tego tomu jest jednym z tych motywów – schematów – serii, które eksploatowane były bardzo mocno. Jakaś grupa, o którą zatroszczyć musi się Luke, mający zadanie doprowadzić ich do celu to jednak nie tylko rzecz ograna zdawałoby się, ale też i jeden z Luckylukowych samograjów. Bo ile tu moszna wcisnąć postaci? Ile szalonych interakcji? Ile śmiesznych charakterów? A zarazem ile Dzikiego Zachodu upchnąć na stronach? Więc wciska to Goscinny, upycha, a my mamy z tego masę frajdy, a jednocześnie, jak zawsze, jest w tym dużo ponad tylko zabawę. I wszystko to wychodzi scenarzyście doskonale.
Nie ukrywam jednak, że dla mnie osobiście, przede wszystkim jednak i tak rządzą tu dowcipy, które zawsze skutecznie poprawiają humor. Bo kocham poczucie humoru Goscinnego, jego absurdy, ale i trafnie uchwyconą stary. Ale, a tego we współczesnych humorystycznych komiksach środka jest coraz mniej, gagi wcale nie są głupie, coś się za nimi kryje, coś niosą. No świetne są. Tego zawsze oczekuję i to dostaję. Dlatego chętnie wracam do serii, szczególnie, kiedy za sterem siedział Goscinny właśnie, jak tu.
Nie można jednak zapomnieć także znakomitych ilustracjach w wykonaniu ojca „Lucky Luke’a”, Morrisa. Proste i cartoonowe współtworzą charakterystyczny klimat cyklu, który kupuje serca czytelników nawet po kilkudziesięciu latach. Mnie to kupuje. Na każdym polu. I okej, znam lepsze komiksy Goscinneg, bo „Asteriks” i „Iznogud” są jeszcze intensywniejsze i więcej w nich żartów dla starszych odbiorców, ale „Luke” zawsze i tak daje radę. I tym razem też dał. I to, co tu dużo mówić, jeszcze jak.
Najmniejszych uwag nie można mieć do zastosowanej tu oprawy graficznej. Rysunki Morrisa są bowiem jak zawsze idealne i perfekcyjnie podsycają one westernowy klimat. Artysta lubi bawić się szczegółami i w poszczególnych kadrach można odkryć naprawdę kilka fajnych wizualnych smaczków.
Kolejny „Lucky Luke” trafił w nasze ręce i dobrze. Bardzo dobrze. Tym bardziej, że to kolejny „Luke”, jaki stworzony został przez duet Goscinny / Morris, a kto robił lepsze komiksy z serii od nich? A no nikt nie robił. A ten jest kolejnym naprawdę znakomitym, zabawnym, pouczającym, niosącym coś ciekawego i fabularnie, i historycznie. I znakomitym także graficznie, ale chyba nikogo, kto czytał części przez ten duet robione nie trzeba o tym przekonywać.
Lucky Luke znów musi pomóc! Tym razem pod jego opiekę trafiają osadnicy przemierzający kraj w poszukiwaniu lepszych warunków gdzieś na zachodzie. Karawana pod jego ochroną składa się z dwudziestu wozów, celem jest Kalifornia, ale nie będzie łatwo. Nie dość, że wozy zamieszkują najróżniejsze indywidua, to jeszcze ktoś sabotuje całą wyprawę. Jakby tego było mało, na horyzoncie już czają się… Indianie!
Temat tego tomu jest jednym z tych motywów – schematów – serii, które eksploatowane były bardzo mocno. Jakaś grupa, o którą zatroszczyć musi się Luke, mający zadanie doprowadzić ich do celu to jednak nie tylko rzecz ograna zdawałoby się, ale też i jeden z Luckylukowych samograjów. Bo ile tu moszna wcisnąć postaci? Ile szalonych interakcji? Ile śmiesznych charakterów? A zarazem ile Dzikiego Zachodu upchnąć na stronach? Więc wciska to Goscinny, upycha, a my mamy z tego masę frajdy, a jednocześnie, jak zawsze, jest w tym dużo ponad tylko zabawę. I wszystko to wychodzi scenarzyście doskonale.
Nie ukrywam jednak, że dla mnie osobiście, przede wszystkim jednak i tak rządzą tu dowcipy, które zawsze skutecznie poprawiają humor. Bo kocham poczucie humoru Goscinnego, jego absurdy, ale i trafnie uchwyconą stary. Ale, a tego we współczesnych humorystycznych komiksach środka jest coraz mniej, gagi wcale nie są głupie, coś się za nimi kryje, coś niosą. No świetne są. Tego zawsze oczekuję i to dostaję. Dlatego chętnie wracam do serii, szczególnie, kiedy za sterem siedział Goscinny właśnie, jak tu.
Nie można jednak zapomnieć także znakomitych ilustracjach w wykonaniu ojca „Lucky Luke’a”, Morrisa. Proste i cartoonowe współtworzą charakterystyczny klimat cyklu, który kupuje serca czytelników nawet po kilkudziesięciu latach. Mnie to kupuje. Na każdym polu. I okej, znam lepsze komiksy Goscinneg, bo „Asteriks” i „Iznogud” są jeszcze intensywniejsze i więcej w nich żartów dla starszych odbiorców, ale „Luke” zawsze i tak daje radę. I tym razem też dał. I to, co tu dużo mówić, jeszcze jak.
Lucky Luke przyzwyczaił nas do tego, że jego codzienność nie jest nudna, a wręcz przeciwnie - pełna przygód! Kolejny komiksowy tom przygód naszego ulubionego kowboja to dawka tego, co lubimy najbardziej - przygód na bezkresnych, amerykańskich preriach! Przed nami kolejny album o legendzie Dzikiego Zachodu autorstwa dwóch sław: Morrisa i Goscinnego.
W XIX wieku Amerykę przemierzają karawany osadników szukających lepszego życia na zachodzie kontynentu. Przewodnikiem jednej z nich zostaje Lucky Luke. Ma doprowadzić do Kalifornii dwadzieścia wozów, w których jadą: trębacz, poganiacz bydła, nauczycielka, fryzjer, szalony wynalazca, karawaniarz. Podróż przebiega normalnie do momentu, gdy w karawanie zdarza się pierwszy akt sabotażu. Lucky Luke musi wykryć sprawcę. Ale to nie koniec kłopotów. Osadników czeka jeszcze spotkanie z Indianami.
Klasyczny komiks z Lucky Luki'em w roli głównej doczekał się wznowienia swej jeszcze jednej, soczystej odsłony! Humor, gagi, porcja znakomitej rozrywki – to wciąż znaki rozpoznawcze Lucky Luke’a. Cudownie, że wraz z Luki'em możemy znów zobaczyć pomysły "przebiegłych" Daltonów! Nie wiem jak Wy, ale ja czekam na takie właśnie odsłony z największą z możliwych niecierpliwością i radochą :)
Komiks jak najbardziej na plus. Ta seria to pewien komiksowy kanon - i niech tak zostanie. "I'm a poor lonesome cowboy and a long long way from home..." - ten podpis pod końcowym obrazkiem z Lukiem oddalającym się ku zachodowi słońca na Jolly Jumperze chyba na zawsze pozostanie w kolejnych reedycjach bez zmian ;) I całe szczęście - Lucky Luke to marka sama w sobie, a jej znaki rozpoznawcze powinny pozostać takimi, jakie wszyscy je znają :)
Najbardziej w tym wszystkim - prawdopodobnie; a przynajmniej w moim przypadku - cieszy to, że po raz kolejny możemy podziwiać nieistniejącą już w rzeczywistym świecie scenerię Dzikiego Zachodu, dzięki której seria Lucky Luke podbiła niejedno serce wielbiciela komiksów :) Niniejszy tom wpisuje się w najlepsze tradycje cyklu i jestem więcej niż przekonany, że nie sprawi on zawodu wiernym fanom serii.
Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.
#luckyluke #karawana #egmont #egmontpolska #światkomiksu #komiks #cosnapolce #bookstagram #dzikizachód #dladzieci #comicbook #comicbookforkids #komiksdladzieci
https://cosnapolce.blogspot.com/2022/11/lucky-luke-karawana-rene-goscinny-morris.html
Lucky Luke. Karawana. Tom 24
Cena produktu
Cena okładkowa – rynkowa cena produktu, często jest drukowana przez wydawcę na książce.
Najniższa cena z 30 dni – najniższa cena sprzedaży produktu w księgarni z ostatnich 30 dni, obowiązująca przed zmianą ceny.
Wszystkie ceny, łącznie z ceną sprzedaży, zawierają podatek VAT.