
Lucky Luke. W górę Missisipi. Tom 16
Chwilowo niedostępny
Powiadom o dostępności
Szczegóły produktu
- Data wydania
- 23 paź 2019
- Seria/Cykl
- LUCKY LUKE
- Oprawa
- miękka
- Scenarzysta
- Rene Goscinny
- Ilustrator
- Morris
- Autor/Twórca
- Rene Goscinny
- Tłumacz
- Marek Puszczewicz
Więcej informacji
| EAN | 9788328142473 |
|---|---|
| SKU | 100789354 |
| Liczba stron | 48 |
| Data wydania | 23 paź 2019 |
| Numer wydania | 1 |
| Multiformat | oprawa miękka |
| Seria/Cykl | LUCKY LUKE |
| Wymiary | 21.6x28.5cm |
| Język | polski |
| Oprawa | miękka |
| Autor/Twórca | Rene Goscinny |
| Bohater | Lucky Luke |
| Wydawca | Egmont |
| Ilustrator | Morris |
| Tłumacz | Marek Puszczewicz |
Lucky Luke. W górę Missisipi. Tom 16
Recenzje (3)
Ten produkt nie ma jeszcze żadnych recenzji
Możesz być pierwszą osobą, która podzieli się swoją opinią i pomoże innym w dokonaniu wyboru!
Tradycyjnie minęły kolejne dwa miesiące i znów Egmont serwuje nam dwa kolejne tomy „Lucky Luke’a”. I tradycyjnie już jeden z nich to klasyka z początków wydawania serii (temu właśnie przyglądam się w tym miejscu), drugi zaś to rzecz zdecydowanie nowsza. Nieważne jednak, na który z nich się zdecydujecie – a ja ze swej strony zachęcam do obu – czeka Was kawał znakomitej, ponadczasowej rozrywki. I nie ważne czy uwielbiacie westernowe klimaty, czy na samą myśl o nich robi się Wam niedobrze.
Co tam porabia nasz dzielny szeryf, strzelający szybciej niż jego własny cień? Tym razem czeka go nie lada odmiana. Porzuca bowiem dzikie, preriowe ostępy i rusza wziąć udział w wyścigu statków parowych po rzece Missisipi. Czyżby porzucił swój dotychczasowy zawód? Zmienił się nie do poznania? Nic bardziej mylnego! Jak zawsze ma się zająć ochranianiem jednego z parowców tak, by ten bezpiecznie dopłynął do celu. Gdzie w tym wszystkim kryje się haczyk? Zacznijmy od tego, że Missisipi nie przypadkiem nazywana jest najbardziej kapryśną rzeką świata, ale to najmniejszy z problemów. Nie brakuje bowiem opryszków, którzy mają jeden cel – przeszkodzić w dotarciu parowca, najlepiej w sposób ostateczny (czyt. wysadzając go) albo chociaż opóźnić jego przybycie. Na dzielnego szeryfa i jego wiernego koni Jolly Jumpera czeka nie lada wyzwanie. Pytanie nie brzmi jednak czy mu podołają, ale jak to zrobią!
I cóż więcej można powiedzieć w tym miejscu, jak nie to, że całość jak zwykle doskonal bawi i wciąga? Mnóstwo dowcipów, mnóstwo przygód konkretnej, szybkiej akcji, uroku i świetnego klimatu. Owszem, „Lucky Luke” to przede wszystkim opowieść komediowa – dzięki czemu nawet przeciwnikom westernów przypadnie do gustu – wciąż jednak pozostaje rzeczą osadzoną w realiach Dzikiego Zachodu, a te zostały oddane całkiem przyzwoicie. Oczywiście przepuszczono je przez filtr krzywego zwierciadła, niemniej autorzy nie zapominają, że historyczne fakty są jednym z filarów całości i warto się nimi pobawić.
Przede wszystkim jednak i tak rządzą tu dowcipy, które zawsze skutecznie poprawiają humor. Co ważne, a czego we współczesnych humorystycznych komiksach środka jest coraz mniej, gagi wcale nie są głupie, a całość nie stanowi tylko i wyłącznie pustej, lekkiej rozrywki. Ale co się dziwić, skoro za sterami zasiadł tu sam Goscinny, prawda?
Nie można jednak zapomnieć także znakomitych ilustracjach w wykonaniu ojca „Lucky Luke’a”, Morrisa. Proste i cartoonowe współtworzą charakterystyczny klimat cyklu, który kupuje serca czytelników nawet po kilkudziesięciu latach. Dobrze więc, że Egmont postanowił powrócić do tego tytułu i serwować nam klasyczne, jak i całkiem nowe przygody dzielnego kowboja. Warto bowiem coraz wracać do nich i z wiekiem odkrywać wciąż coś nowego.
Reedycja kultowego komiksu o przygodach Lucky Luke'a w toku - przed nami odsłona nr 16. Co czeka Samotnego Kowboja? W największym skrócie: rzeczna przygoda. Luke wybierze się bowiem w podróż po Missisipi - najbardziej kapryśnej rzece Stanów Zjednoczonych.
Gdzie kroją się kłopoty - tam pojawia się Lucky Luke. I Jolly Jumper rzecz jasna ;) Tym razem los rzuci obydwóch do Nowego Orleanu, stolicy Luizjany. Wielkie portowe miasto pełne jest handlarzy, awanturników, wyzwoleńców z czasów wojny secesyjnej (to jeden z moich ulubionych epizodów z historii USA :) ) i... złych oprychów. Tacy właśnie jegomościowie spod ciemnej gwiazdy zamierzają przeszkodzić w podróży jednego ze statków handlowych. Czy Luke'owi uda się pomóc w doprowadzeniu statku do portu przeznaczenia?
To jeden z pierwszych komiksów serii. Trochę to widać, ale tylko w tym sensie, że można odnieść wrażenie, iż koncepcja graficzna była tutaj jeszcze w fazie ostatecznego kształtowania się - zarówno w głowach twórców, jak i na papierze. W niczym to jednak nie przeszkadza w lekturze, a wręcz przeciwnie; ma to swój urok :)
Świetny komiks osadzony w nigdy nie sprawiającej zawodu konwencji. Do tego znakomite gagi i spora dawka humoru - po prostu wszystko to, za co kochamy tę serię :)
Polecam.
Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.
Więcej o komiksie:
https://egmont.pl/Lucky-Luke.-W-gore-Missisipi.-Tom-16,20140073,p.html
https://cosnapolce.blogspot.com/2019/11/lucky-luke-w-gore-missisipi-rene.html
Tradycyjnie minęły kolejne dwa miesiące i znów Egmont serwuje nam dwa kolejne tomy „Lucky Luke’a”. I tradycyjnie już jeden z nich to klasyka z początków wydawania serii (temu właśnie przyglądam się w tym miejscu), drugi zaś to rzecz zdecydowanie nowsza. Nieważne jednak, na który z nich się zdecydujecie – a ja ze swej strony zachęcam do obu – czeka Was kawał znakomitej, ponadczasowej rozrywki. I nie ważne czy uwielbiacie westernowe klimaty, czy na samą myśl o nich robi się Wam niedobrze.
Co tam porabia nasz dzielny szeryf, strzelający szybciej niż jego własny cień? Tym razem czeka go nie lada odmiana. Porzuca bowiem dzikie, preriowe ostępy i rusza wziąć udział w wyścigu statków parowych po rzece Missisipi. Czyżby porzucił swój dotychczasowy zawód? Zmienił się nie do poznania? Nic bardziej mylnego! Jak zawsze ma się zająć ochranianiem jednego z parowców tak, by ten bezpiecznie dopłynął do celu. Gdzie w tym wszystkim kryje się haczyk? Zacznijmy od tego, że Missisipi nie przypadkiem nazywana jest najbardziej kapryśną rzeką świata, ale to najmniejszy z problemów. Nie brakuje bowiem opryszków, którzy mają jeden cel – przeszkodzić w dotarciu parowca, najlepiej w sposób ostateczny (czyt. wysadzając go) albo chociaż opóźnić jego przybycie. Na dzielnego szeryfa i jego wiernego koni Jolly Jumpera czeka nie lada wyzwanie. Pytanie nie brzmi jednak czy mu podołają, ale jak to zrobią!
I cóż więcej można powiedzieć w tym miejscu, jak nie to, że całość jak zwykle doskonal bawi i wciąga? Mnóstwo dowcipów, mnóstwo przygód konkretnej, szybkiej akcji, uroku i świetnego klimatu. Owszem, „Lucky Luke” to przede wszystkim opowieść komediowa – dzięki czemu nawet przeciwnikom westernów przypadnie do gustu – wciąż jednak pozostaje rzeczą osadzoną w realiach Dzikiego Zachodu, a te zostały oddane całkiem przyzwoicie. Oczywiście przepuszczono je przez filtr krzywego zwierciadła, niemniej autorzy nie zapominają, że historyczne fakty są jednym z filarów całości i warto się nimi pobawić.
Przede wszystkim jednak i tak rządzą tu dowcipy, które zawsze skutecznie poprawiają humor. Co ważne, a czego we współczesnych humorystycznych komiksach środka jest coraz mniej, gagi wcale nie są głupie, a całość nie stanowi tylko i wyłącznie pustej, lekkiej rozrywki. Ale co się dziwić, skoro za sterami zasiadł tu sam Goscinny, prawda?
Nie można jednak zapomnieć także znakomitych ilustracjach w wykonaniu ojca „Lucky Luke’a”, Morrisa. Proste i cartoonowe współtworzą charakterystyczny klimat cyklu, który kupuje serca czytelników nawet po kilkudziesięciu latach. Dobrze więc, że Egmont postanowił powrócić do tego tytułu i serwować nam klasyczne, jak i całkiem nowe przygody dzielnego kowboja. Warto bowiem coraz wracać do nich i z wiekiem odkrywać wciąż coś nowego.
Reedycja kultowego komiksu o przygodach Lucky Luke'a w toku - przed nami odsłona nr 16. Co czeka Samotnego Kowboja? W największym skrócie: rzeczna przygoda. Luke wybierze się bowiem w podróż po Missisipi - najbardziej kapryśnej rzece Stanów Zjednoczonych.
Gdzie kroją się kłopoty - tam pojawia się Lucky Luke. I Jolly Jumper rzecz jasna ;) Tym razem los rzuci obydwóch do Nowego Orleanu, stolicy Luizjany. Wielkie portowe miasto pełne jest handlarzy, awanturników, wyzwoleńców z czasów wojny secesyjnej (to jeden z moich ulubionych epizodów z historii USA :) ) i... złych oprychów. Tacy właśnie jegomościowie spod ciemnej gwiazdy zamierzają przeszkodzić w podróży jednego ze statków handlowych. Czy Luke'owi uda się pomóc w doprowadzeniu statku do portu przeznaczenia?
To jeden z pierwszych komiksów serii. Trochę to widać, ale tylko w tym sensie, że można odnieść wrażenie, iż koncepcja graficzna była tutaj jeszcze w fazie ostatecznego kształtowania się - zarówno w głowach twórców, jak i na papierze. W niczym to jednak nie przeszkadza w lekturze, a wręcz przeciwnie; ma to swój urok :)
Świetny komiks osadzony w nigdy nie sprawiającej zawodu konwencji. Do tego znakomite gagi i spora dawka humoru - po prostu wszystko to, za co kochamy tę serię :)
Polecam.
Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.
Więcej o komiksie:
https://egmont.pl/Lucky-Luke.-W-gore-Missisipi.-Tom-16,20140073,p.html
https://cosnapolce.blogspot.com/2019/11/lucky-luke-w-gore-missisipi-rene.html
Ale to tylko słowo pisane. Należy także wspomnieć o licznych serialach, oraz filmach – nie tylko animowanych. Wydawnictwo Egmont co jakiś czas wznawia albumy, albo publikuje takie, które u nas nigdy się nie ukazały. Ja trafiłem na taki, którego nie znam, a nosi on tytuł „W góręMissisipi”. I jest to komiks stworzony jeszcze przez niezapomniany duet Morrisa i Goscinnego.
O komiksie możemy przeczytać że:
Samotny Kowboj razem ze swoim przyjacielem Jolly Jumperem muszą na jakiś czas opuścić prerie i kaniony, żeby wziąć udział w wyścigu po Missisipi i ochronić statek parowy, który ma bezpiecznie przepłynąć najbardziej kapryśną rzekę świata. Przy okazji najszybszy rewolwerowiec walczy z opryszkami próbującymi opóźnić tę podróż, a czasem nawet wysadzić statek. Czy Lucky Luke’owi spodoba się życie pośród fal i żeglowanie od portu do portu?
Podsumowując.
Doskonała zabawa zapewniona. Tym razem możemy się poczuć jak Mark Twain przemierzając z naszym rewolwerowcem Missisipi. Świetny humor, przerysowany Dziki Zachód, bohaterowie których się nie zapomina. Zwłaszcza że pod pozorem lekkiej historyjki autorzy przemycają nie raz przypowieści o ludzkich słabościach ale nie tylko. Często też bohaterowie drugoplanowi to znane postaci historyczne takie jak choćby Calamity Jane. To trzeba znać. Polecam całą serię.
Lucky Luke. W górę Missisipi. Tom 16