
Amazing Spider-Man – Globalna sieć. Odejść z hukiem. Tom 10
Chwilowo niedostępny
Powiadom o dostępności
Szczegóły produktu
- Data wydania
- 24 mar 2021
- Seria/Cykl
- MARVEL NOW 2.0
- Oprawa
- miękka ze skrzydełkami
- Scenarzysta
- Dan Slott
- Ilustrator
- Stuart Immonen, Humberto Ramos, Giuseppe Camuncoli, Nick Bradshaw, Marcos Martin
- Tłumacz
- Bartosz Czartoryski
Więcej informacji
| EAN | 9788328160354 |
|---|---|
| SKU | 100931463 |
| Liczba stron | 192 |
| Data wydania | 24 mar 2021 |
| Multiformat | oprawa miękka ze skrzydełkami |
| Seria/Cykl | MARVEL NOW 2.0 |
| Wymiary | 16.7x25.5cm |
| Język | polski |
| Oprawa | miękka ze skrzydełkami |
| Wydawca | Egmont |
| Ilustrator | Stuart Immonen, Humberto Ramos, Giuseppe Camuncoli, Nick Bradshaw, Marcos Martin |
| Tłumacz | Bartosz Czartoryski |
| Podmiot odpowiedzialny | Story House Egmont Inflancka D lok. 4C 01-198 Warszawa PL ksk@egmont.pl 48228384100 |
| Producent odpowiedzialny | Story House Egmont Inflancka D lok. 4C 01-198 Warszawa PL ksk@egmont.pl 48228384100 |
Amazing Spider-Man – Globalna sieć. Odejść z hukiem. Tom 10
Recenzje (2)
Ten produkt nie ma jeszcze żadnych recenzji
Możesz być pierwszą osobą, która podzieli się swoją opinią i pomoże innym w dokonaniu wyboru!
Dan Slott nad przygodami Spider-Mana pracował dekadę. Pisanie serii przejął po genialnym jej reformatorze, J.M. Straczynskim, który wywrócił życie i mitologię Spidera do góry nogami. Co prawda pod koniec jego runu czekałem już, kiedy ktoś inny przejmie i odświeży cykl, ale okazało się, że Slott nie dorastał mu do pięt. Owszem, stworzył kilka świetnych opowieści, jednakże cała jego praca nad tytułem naznaczona była kopiowaniem pomysłów poprzedników. Nic więc dziwnego, że już od dawna, a już najbardziej od początku czwartego volume’u „Amazing Spider-Mana”, czekałem na koniec jego rządów. I chwila ta właśnie nadeszła i jak na Slotta przystało, znów mamy powtórkę z rozrywki. Na szczęście całkiem przyjemną w odbiorze i w niezłym stylu wieńczącą kolejny etap losów Spider-Mana.
Norman Osbron powrócił i jest potężniejszy niż kiedykolwiek. Jako Zielony Goblin napsuł już krwi Peterowi Parkerowi i Spider-Manowi. Tak samo robił, kiedy działał po prostu jako Osborn. Teraz jednak połączył siły z Carnage’em, szalonym, morderczym symbiontem i stał się Czerwonym Goblinem. Walka z nim to jednak za dużo dla Człowieka Pająka, dlatego będzie potrzebował pomocy innych posiadaczy pajęczych mocy i nie tylko! Gdy walka staje się coraz bardziej zajadła, a zdrada naznacza życie Petera, nieuchronnie zbliża się nie tylko wielki finał starcia, ale też i tragedia, która wstrząśnie wszystkimi…
Na wstępie napisałem, że Slott swoje pomysły budował na pomysłach innych autorów i trudno tego nie dostrzec. Nawet jeśli nie mieliście okazji czytać całego jego runu, który po polsku wyszedł tylko częściowo, wiecie o tym doskonale. Jaki był pomysł na „Superior Spider-Mana”? Prosty: wróg zabija Petera i przejmuje jego tożsamość, chcąc udowodnić, że jest lepszy w tym od niego – a to wypisz wymaluj treść „Ostatnich łowów Kravena”. „Spiderversum”? Przecież to tylko nieco rozbudowana kopia starć z Morlunem znanych z „Powrotu do domu” i „The Other”. „Spisek klonów”? „Clone Saga” raz jeszcze. Długo można by wymieniać. Ten tom to też kolejna wariacja na temat starcia z Goblinem, których było już tyle. Ale, jak wspominałem, całkiem udana.
Najlepiej w trakcie lektury bawić się będą dwa typy czytelników: ci, którzy nie są obeznani z pajęczą klasyką i nie będą przez to odczuwali tego, że wszystko to już było oraz ci, którzy są zagorzałymi fanami serii i doskonale znają postacie i wydarzenia, dzięki czemu wyłapią wszystkie smaczki i nawiązania i cieszyć będą się z gościnnego udziału postaci. Abstrahując jednak od tego wszystkiego, jaki jest ten komiks? Epicki, to najlepsze określenie. Rozpisana na niemal dwieście stron akcja, pełna gościnnego udziału bohaterów tak „Spider-Mana”, jak i Marvela w ogóle, podana w szybkim tempie i w widowiskowy sposób, nie pozwala nudzić się ani przez chwilę. Slott stara się też zaserwować nam emocje, wzruszenia, ważne momenty… Nie wyciska łez, nie zaskakuje, nie porusza, ale opowieść, którą nam serwuje, jest sympatyczną rozrywką superhero, która bardzo przyjemnie wypadłaby na wielkim ekranie jako kolejny marvelowski hit.
Wszystko to dobrze wieńczy udana szata graficzna. Cały zastęp rysowników znanych już z poprzednich komiksów z serii świętuje tu nie tylko finał sagi Czerwonego Goblina czy runu Slotta, ale też i jubileusz osiemsetnego zeszytu serii, wchodzącego w skład tego tomu. Najlepiej i najbardziej nastrojowo wypadają tu Ramos i Immonen, ale i reszta radzi sobie dobrze.
Dan Slott nad przygodami Spider-Mana pracował dekadę. Pisanie serii przejął po genialnym jej reformatorze, J.M. Straczynskim, który wywrócił życie i mitologię Spidera do góry nogami. Co prawda pod koniec jego runu czekałem już, kiedy ktoś inny przejmie i odświeży cykl, ale okazało się, że Slott nie dorastał mu do pięt. Owszem, stworzył kilka świetnych opowieści, jednakże cała jego praca nad tytułem naznaczona była kopiowaniem pomysłów poprzedników. Nic więc dziwnego, że już od dawna, a już najbardziej od początku czwartego volume’u „Amazing Spider-Mana”, czekałem na koniec jego rządów. I chwila ta właśnie nadeszła i jak na Slotta przystało, znów mamy powtórkę z rozrywki. Na szczęście całkiem przyjemną w odbiorze i w niezłym stylu wieńczącą kolejny etap losów Spider-Mana.
Norman Osbron powrócił i jest potężniejszy niż kiedykolwiek. Jako Zielony Goblin napsuł już krwi Peterowi Parkerowi i Spider-Manowi. Tak samo robił, kiedy działał po prostu jako Osborn. Teraz jednak połączył siły z Carnage’em, szalonym, morderczym symbiontem i stał się Czerwonym Goblinem. Walka z nim to jednak za dużo dla Człowieka Pająka, dlatego będzie potrzebował pomocy innych posiadaczy pajęczych mocy i nie tylko! Gdy walka staje się coraz bardziej zajadła, a zdrada naznacza życie Petera, nieuchronnie zbliża się nie tylko wielki finał starcia, ale też i tragedia, która wstrząśnie wszystkimi…
Na wstępie napisałem, że Slott swoje pomysły budował na pomysłach innych autorów i trudno tego nie dostrzec. Nawet jeśli nie mieliście okazji czytać całego jego runu, który po polsku wyszedł tylko częściowo, wiecie o tym doskonale. Jaki był pomysł na „Superior Spider-Mana”? Prosty: wróg zabija Petera i przejmuje jego tożsamość, chcąc udowodnić, że jest lepszy w tym od niego – a to wypisz wymaluj treść „Ostatnich łowów Kravena”. „Spiderversum”? Przecież to tylko nieco rozbudowana kopia starć z Morlunem znanych z „Powrotu do domu” i „The Other”. „Spisek klonów”? „Clone Saga” raz jeszcze. Długo można by wymieniać. Ten tom to też kolejna wariacja na temat starcia z Goblinem, których było już tyle. Ale, jak wspominałem, całkiem udana.
Najlepiej w trakcie lektury bawić się będą dwa typy czytelników: ci, którzy nie są obeznani z pajęczą klasyką i nie będą przez to odczuwali tego, że wszystko to już było oraz ci, którzy są zagorzałymi fanami serii i doskonale znają postacie i wydarzenia, dzięki czemu wyłapią wszystkie smaczki i nawiązania i cieszyć będą się z gościnnego udziału postaci. Abstrahując jednak od tego wszystkiego, jaki jest ten komiks? Epicki, to najlepsze określenie. Rozpisana na niemal dwieście stron akcja, pełna gościnnego udziału bohaterów tak „Spider-Mana”, jak i Marvela w ogóle, podana w szybkim tempie i w widowiskowy sposób, nie pozwala nudzić się ani przez chwilę. Slott stara się też zaserwować nam emocje, wzruszenia, ważne momenty… Nie wyciska łez, nie zaskakuje, nie porusza, ale opowieść, którą nam serwuje, jest sympatyczną rozrywką superhero, która bardzo przyjemnie wypadłaby na wielkim ekranie jako kolejny marvelowski hit.
Wszystko to dobrze wieńczy udana szata graficzna. Cały zastęp rysowników znanych już z poprzednich komiksów z serii świętuje tu nie tylko finał sagi Czerwonego Goblina czy runu Slotta, ale też i jubileusz osiemsetnego zeszytu serii, wchodzącego w skład tego tomu. Najlepiej i najbardziej nastrojowo wypadają tu Ramos i Immonen, ale i reszta radzi sobie dobrze.
Amazing Spider-Man – Globalna sieć. Odejść z hukiem. Tom 10