
Lucky Luke. Przeklęte ranczo. Tom 56
Chwilowo niedostępny
Koszty dostawy
Odbiór w punkcie
Dostawa na adres
Czas oczekiwania na zamówienia = realizacja + dostawa przez przewoźnika
Zobacz więcejPowiadom o dostępności
Szczegóły produktu
Więcej informacji
| EAN | 9788328119109 |
|---|---|
| SKU | 100610866 |
| Liczba stron | 48 |
| Data wydania | 1 sty 2020 |
| multiformat | oprawa miękka |
| Seria/Cykl | LUCKY LUKE |
| Wymiary | 21.6x28.5 |
| Język | polski |
| Wiek | 8+ |
| Oprawa | miękka |
| Bohater | Lucky Luke |
| Wydawca | Egmont |
| Ilustrator | Morris i Michel Janvier |
| Scenarzysta | Xavier Fauche, Jean Léturgie, Guylouis |
| Tłumacz | Maria Mosiewicz |
| Podmiot odpowiedzialny | Story House Egmont Inflancka D lok. 4C 01-198 Warszawa PL ksk@egmont.pl 48228384100 |
| Producent odpowiedzialny | Story House Egmont Inflancka D lok. 4C 01-198 Warszawa PL ksk@egmont.pl 48228384100 |
- Data wydania
- 1 sty 2020
- Seria/Cykl
- LUCKY LUKE
- Oprawa
- miękka
- Scenarzysta
- Xavier Fauche, Jean Léturgie, Guylouis
- Ilustrator
- Morris i Michel Janvier
- Tłumacz
- Maria Mosiewicz
Lucky Luke. Przeklęte ranczo. Tom 56
Recenzje (2)
Ten produkt nie ma jeszcze żadnych recenzji
Możesz być pierwszą osobą, która podzieli się swoją opinią i pomoże innym w dokonaniu wyboru!
56 tom przygód Lukcy Luke’a to, po raz kolejny, nie album zawierający jedną długą opowieść, a zbiór krótkich historii z najszybszym kowbojem Dzikiego Zachodu w roli głównej. Każda z nich różni się tematyką, pod pewnymi względami także i klimatem, ale jedno pozostaje bez zmian: doskonała zabawa, jaką oferuje seria. Zabawa, która spodoba się zarówno stałym czytelnikom, jak i zupełnie nowym odbiorcom.
Na dobry początek Lucky Luke trafia na przeklęte ranczo! Kiedy w 1861 roku w miasteczku Whitney zostaje znaleziona ropa, jej smród nie pozwala żyć jego mieszkańcom. Dlatego też wszyscy w pospiechu opuszczają swoje domy, zostawiając okolicę poszukiwaczom ropy, i wyruszają w świat. Wśród nich jest nestorka miasteczka, pani Bluemarket, która dociera do Smithville, gdzie kupuje ranczo Batesa. Cóż, na sam dźwięk tej nazwy mieszkańcy Smithville reagują panicznym strachem połączonym z równie paniczną ucieczką, ale nie przeraża ona Lucky Luke’a, który akurat jest w okolicy. Dzielny kowboj decyduje się towarzyszyć pani Bluemarket i przekonać się, co czeka ją na ranczu…
Potem Luke trafia do miasteczka, w którym wszyscy dziwnie się zachowują. Jak się szybko okazuje, rytm życia w tym miejscu wyznaczają porady tutejszej wróżki. Co jednak naprawdę kryje się za jej zawsze sprawdzającymi się przepowiedniami?
W „Rzeźbie” natomiast Lucky Luke trafia w okolice góry Rushmore. Obecnie jest to miejsce wycieczek, miejsce, gdzie wyrzeźbione są twarze kilku prezydentów USA, ale w czasach Dzikiego Zachodu nie cieszyło się one zbyt dobrą opinią. Luke przybywa tam, by zaprowadzić porządek i… Cóż, za jego zasługi, burmistrz postanawia postawić mu pomnik! Tylko kto go wyrzeźbi?
Na koniec nasz kowboj spotyka Clementa Ellswortha, genialnego wynalazcę, który właśnie wymyślił rynnę – sztuczny ciek wodny. Jego wynalazek może zrewolucjonizować pracę, jednak zarazem ściąga na niego kłopoty. Jak myślicie, kto mu pomoże?
Cały ten tom jest jak odpowiedź na powyższe pytanie: oczywisty. Ale jest to oczywistość pożądana, oczywistość bez której nie obędzie się ta seria. Czytelnik czeka bowiem na wszystkie elementy, do których się przyzwyczaił i konkretny rozwój akcji i twórcy go nie zawodzą. Ale też i nie zostawiają tylko z tym samym, co dotychczas. Groza, jaka pojawia się w tytułowej historii, jest miłym odświeżeniem całości, a mi osobiście przypomniała na dodatek podobne historie z magazynu „Kaczor Donald”, które uwielbiałem jako dziecko. Publikowane były najczęściej w październiku, w okolicy obchodzonego przez Amerykanów Halloween, i dotyczyły głównie jego obchodów. Luke też ukazuje się w podobnym terminie, dobrze wpasowując się w ten właśnie nastrój.
Ale „Przeklęte ranczo” to przede wszystkim stary, dobry „Lucky Luke”. Zabawny, pełen akcji i przygód, znakomicie narysowany i wciągający. Skutecznie poprawia humor i dostarcza dobrej zabawy. Jeśli czytaliście któryś z pozostałych tomów i Wam się podobało, także i teraz będziecie zadowoleni. Jeśli nie znacie, to dobry moment by zacząć swoją przygodę z dzielnym, samotnym kowbojem. Tak czy inaczej, polecam gorąco.
56 tom przygód Lukcy Luke’a to, po raz kolejny, nie album zawierający jedną długą opowieść, a zbiór krótkich historii z najszybszym kowbojem Dzikiego Zachodu w roli głównej. Każda z nich różni się tematyką, pod pewnymi względami także i klimatem, ale jedno pozostaje bez zmian: doskonała zabawa, jaką oferuje seria. Zabawa, która spodoba się zarówno stałym czytelnikom, jak i zupełnie nowym odbiorcom.
Na dobry początek Lucky Luke trafia na przeklęte ranczo! Kiedy w 1861 roku w miasteczku Whitney zostaje znaleziona ropa, jej smród nie pozwala żyć jego mieszkańcom. Dlatego też wszyscy w pospiechu opuszczają swoje domy, zostawiając okolicę poszukiwaczom ropy, i wyruszają w świat. Wśród nich jest nestorka miasteczka, pani Bluemarket, która dociera do Smithville, gdzie kupuje ranczo Batesa. Cóż, na sam dźwięk tej nazwy mieszkańcy Smithville reagują panicznym strachem połączonym z równie paniczną ucieczką, ale nie przeraża ona Lucky Luke’a, który akurat jest w okolicy. Dzielny kowboj decyduje się towarzyszyć pani Bluemarket i przekonać się, co czeka ją na ranczu…
Potem Luke trafia do miasteczka, w którym wszyscy dziwnie się zachowują. Jak się szybko okazuje, rytm życia w tym miejscu wyznaczają porady tutejszej wróżki. Co jednak naprawdę kryje się za jej zawsze sprawdzającymi się przepowiedniami?
W „Rzeźbie” natomiast Lucky Luke trafia w okolice góry Rushmore. Obecnie jest to miejsce wycieczek, miejsce, gdzie wyrzeźbione są twarze kilku prezydentów USA, ale w czasach Dzikiego Zachodu nie cieszyło się one zbyt dobrą opinią. Luke przybywa tam, by zaprowadzić porządek i… Cóż, za jego zasługi, burmistrz postanawia postawić mu pomnik! Tylko kto go wyrzeźbi?
Na koniec nasz kowboj spotyka Clementa Ellswortha, genialnego wynalazcę, który właśnie wymyślił rynnę – sztuczny ciek wodny. Jego wynalazek może zrewolucjonizować pracę, jednak zarazem ściąga na niego kłopoty. Jak myślicie, kto mu pomoże?
Cały ten tom jest jak odpowiedź na powyższe pytanie: oczywisty. Ale jest to oczywistość pożądana, oczywistość bez której nie obędzie się ta seria. Czytelnik czeka bowiem na wszystkie elementy, do których się przyzwyczaił i konkretny rozwój akcji i twórcy go nie zawodzą. Ale też i nie zostawiają tylko z tym samym, co dotychczas. Groza, jaka pojawia się w tytułowej historii, jest miłym odświeżeniem całości, a mi osobiście przypomniała na dodatek podobne historie z magazynu „Kaczor Donald”, które uwielbiałem jako dziecko. Publikowane były najczęściej w październiku, w okolicy obchodzonego przez Amerykanów Halloween, i dotyczyły głównie jego obchodów. Luke też ukazuje się w podobnym terminie, dobrze wpasowując się w ten właśnie nastrój.
Ale „Przeklęte ranczo” to przede wszystkim stary, dobry „Lucky Luke”. Zabawny, pełen akcji i przygód, znakomicie narysowany i wciągający. Skutecznie poprawia humor i dostarcza dobrej zabawy. Jeśli czytaliście któryś z pozostałych tomów i Wam się podobało, także i teraz będziecie zadowoleni. Jeśli nie znacie, to dobry moment by zacząć swoją przygodę z dzielnym, samotnym kowbojem. Tak czy inaczej, polecam gorąco.

Lucky Luke. Przeklęte ranczo. Tom 56